Podobnie i drzewa w Horstowym sadzie w największą wichurę tylko szumiały spokojnie i melodyjnie - ich mowę też podchwytywał i zagłuszał huczący głos lasu, przed którym nie było ucieczki, bo przenikał aż do domu Horsta Soboty, a potem wydał fałszywe świadectwo przeciw Sobocie, ponieważ las od dawna sięgał niewidzialną ręką po dom i sad starego Horsta.